piątek, 1 listopada 2013

Biurowiec rozproszony?


/artykuł napisany na Konferencję Młodych Badaczy "W poszukiwaniu miasta Idealnego. Miejsce pracy w przestrzeni wielofunkcyjnej". 2011/


Wstęp
O ile tytuł tekstu wydaje się wskazywać na pewne rozwiązanie, to najistotniejsze zobowiązanie kryje się w podtytule. Chodzi o chęć poszukiwania. Poszukiwanie to będzie skierowane w tym przypadku na nowe typy przestrzeni do pracy, jakie staja się możliwe dzięki zachodzącej na naszych oczach rewolucji informacyjnej (Castells 2008a). Zanim jednak opiszę charakter zmian, które wyznaczą trop wspomnianych poszukiwań, wytłumaczę co rozumiem poprzez typy (typologie) budynków i dlaczego należy je definiować.
Typ budynku to zestaw ogólnych dyspozycji przestrzennych i wzajemnych relacji pomiędzy częściami budowli pozwalający wyodrębnić go z ogółu wszystkich budowli.
Problematyka typologi w architekturze była bardzo żywa w XIX wieku, kiedy to posługiwano się nią nie tylko w badaniach historycznych ale również stosowano jako narzędzie projektowe. Problem ten sprowadzano jednak często jedynie do kopiowania historycznych wzorców. Doprowadziło do do kompromitacji metody typologicznej i rozpowszechnienia się poglądu, iż jest ona przeszkodą w postępie wiedzy w dziedzinie architektury,
Ma ona jednak swoich zwolenników wśród architektów uznających ciągłość doświadczenia architektonicznego, spośród których należy wymienić przede wszystkim Aldo Rossiego (Rossi) i jego następców – przede wszystkim Antonio Monestiroliego. Ten architekt i teoretyk rozumie problematykę typu znacznie głębiej. Twierdzi on, iż określenie typu powinno być pojmowane jako dążenie do ogólności i powtarzalności cech determinujących. Oznacza chęć ustalenia stałych relacji pomiędzy częściami budynku tak, by zawarły w sobie i odsłoniły pewne wartości trwające w czasie. (Monestiroli) Odrzucenie takich rozważań prowadzi według Monestiroliego do pojawienia się rozwiązań o indywidualnej specyfice i w konsekwencji do nierozpoznawalności budowli. Skutkuje to całkowitym niezrozumieniem współczesnej architektury ze strony nieprofesjonalistów czyli społeczeństwa. Takiego właśnie niezrozumienia doświadczamy obecnie – dlatego podjęcie wysiłków w celu uczynienia architektury rozpoznawalną, w tym rozważań typologicznych, jest rzeczą konieczną.
Wspomnianą analogię pomiędzy typami budowli a istotą danych czasów widać wyraźnie również na polu architektury budynków służących do pracy. Specyfika tej klasy budynków polega jednak na ogromnej dynamice zmian jakie zachodzą w samej funkcji, której muszą sprostać. Należy zdać sobie sprawę, iż umysłowa praca na masowa skalę jest zjawiskiem względnie nowym. Dlatego architekci, który w drugiej połowie XIX wieku stanęli przed problemem projektowania budowli jej służących nie posiadali silnych punktów odniesienia. Próby te doprowadziły do wytworzenia szeregu typów, spośród których najbardziej specyficznym i, wydaje się, najdoskonalszym jest wieżowiec (drapacz chmur, wysokościowiec).


Narodziny biurowca
Powstanie i rozkwit tego typu budynku ściśle związane jet z gwałtownym rozwojem miast amerykańskich na przełomie XIX i XX wieku. Na parcelach budowlanych o ograniczonej wielkości powstawały coraz wyższe budynki po to by sprostać lawinowo rosnącemu zapotrzebowaniu na powierzchnie biurową.
Triumfalne pięcie się w górą stało się możliwe dzięki wynalezieniu bezpiecznej windy i szerokiemu wykorzystaniu stali. Eksperymenty z tym materiałem podjęli przede wszystkim architekci z tzw. Szkoły Chicagowskiej.
O ile motyw powstania tej klasy obiektów był dość prozaiczny to nie tłumaczy on w pełni jej sukcesu. Wieżowce bowiem, poza optymalnym współczynnikiem intensywności zabudowy na parceli, niosły też ze sobą pewien przekaz. Przekaz ten wynikał z ich charakterystycznej formy mówiącej o wspaniałości, ambicji, nowoczesności ale też i fantazji inwestora. Wieżowiec stał się niemal architektonicznym odpowiednikiem mitu od pucybuta do milionera. W istocie budynki te były często skutkiem szalonych marzeń i brawurowych interesów amerykańskich wizjonerów biznesu, co opisał Rem Koolhaas w klasycznym już manifeście Delirious New York.
Podejście to znalazło swoje odzwierciedlenie w architekturze. Zewnętrzny wygląd wieżowców był mieszaniną historycznych zapożyczeń, inżynierskiej ekspresji i luźnych skojarzeń. W rezultacie zbiorowisko takich budynków tworzyło wibrujący („delirious”), ekspresyjny i ekscentryczny krajobraz, który jednakże nie miał wiele wspólnego z europejskim pojęciem miasta.


Sformułowanie typu
Wysokościowce stały się zapowiedzią „nowych czasów”. Nic więc dziwnego, iż zainteresowali się nimi także architekci związani z Ruchem Nowoczesnym, a zwłaszcza Ludwig Mies van der Rohe. Z jednej strony fascynowały go swym technicznym zaawansowanie z drugiej zaś drażniły architektonicznym przegadaniem i zdobnością. Wyraźnie widział on dysonans pomiędzy nowoczesna treścią i historyzującą formą tych budowli. Uważał on, że powinna zaistnieć tu analogia i całym sercem poświecił się pracy nad jej wypracowaniem (od roku 1937 przeprowadził się na stałe z hitlerowskich Niemiec do Stanów Zjednoczonych Ameryki). Mies rozumiał zmiany zachodzące we współczesnym mu świecie i uznawał konieczność stworzenia „nowych form”, które by im odpowiadały (Monestiroli)
Jednocześnie proces poszukiwania właściwej form współczesnego budynku biurowego skierowany był silnie na zdefiniowanie ogólnego typu. Kolejne projektowane przez Miesa biurowce ewoluują, stają się coraz doskonalsze w swojej minimalnej prostocie i zbliżają się do tego co miało być „współczesnym budynkiem biurowym”. Patrząc na dorobek Miesa i jego uczniów dziwimy się jak podobne do siebie są obiekty reprezentujące jedną funkcję (biurowe, mieszkalne, społeczne). Takie właśnie było zamierzenie – wytworzenie spójnego współczesnego języka architektury. Na polu przestrzeni biurowych właściwą odpowiedzią był wieżowiec ze szkła i stali.
Zamierzenia Miesa w dużej mierze się powiodły – być może tak jak już nigdy później – szklano-stalowy prostopadłościan stał się symbolem miejsca pracy (i pracy w ogóle) XX wieku. Co ciekawe, typ ten, jako jeden z nielicznych wytworów współczesnej architektury, został przyjęty, zrozumiany i zaakceptowany przez większość społeczeństwa. Takie zrozumienie należy uznać za sukces, który świadczy o słuszności podjęcia pracy nad wypracowaniem czytelnych typologii.
Nie w pełni jednak udało się zrealizować wizję modernistów – patrząc na dzisiejsze drapacze chmur widzimy rewię fantazyjnych kształtów zapożyczonych ze świata designu, przyrody czy matematyki. Czy ich pojawianie się świadczy o niewystarczalności geometrycznych form stylu międzynarodowego?
I tak, i nie. Formy te były kompletne i doskonale oddawały istotę masowości, powtarzalności i linearnej logiki ery gospodarki korporacyjnej. Problem w tym, że era ta odchodzi w przeszłość zastępowaną przez tak zwaną erę informacji (Castells). Istota tej nowej ery jest inna – zmienia się logika, która nią kieruje a wraz z nią muszą się zmienić formy, które ją wyrażają.
Dziwić może jedynie ograniczanie tych eksperymentów głównie do kwestii zewnętrznej formy. Przecież zmiany jakie nastąpiły we współczesnym świecie mają moc daleko większą aniżeli tylko wytwarzania nowych trójwymiarowych brył. Przeorganizowują one cały proces pracy, a co za tym idzie mogą wytworzyć nowe typologie budynków.


Zmiany we współczesnym świecie
Wspomniane zmiany we współczesnym świecie, widoczne są niemal w każdej dziedzinie życia. Mają one podłoże przede wszystkim technologiczne ale ich skutki wykraczają daleko poza tę sferę.
Nazywa się je obecnie często: „rewolucja informacyjna” i poddaje wnikliwej analizie. Jedno z najlepiej znanych i najbardziej kompletnych opracowań opisujących tę problematykę stanowi monumentalna trylogia Manuela Castellsa Wiek informacji: ekonomia, społeczeństwo i kultura.
Na potrzeby tego tekstu, w olbrzymim skrócie, przywołam tu te dziedziny, które mogą potencjalnie najbardziej wpłynąć na kształt przestrzeni pracy w najbliższej przyszłości. Są to: przeorganizowanie gospodarki i organizacji pracy; wzrost wymagań co do stylu i komfortu pracy; zmiana przekazu jaki przedsiębiorstwa kierują wobec swoich klientów. Na początku należy jednak pochylić się nad przeobrażeniami czasu i przestrzeni – stanowią one bowiem kontekst wszystkich zmian w erze informacji. Podstawowa zmiana dotyczy przejście od czasoprzestrzeni obiektywnej do czasoprzestrzeni informacyjnej.


Czasoprzestrzeń informacyjna
Logika oparta na obiektywnym czasie i przestrzeni jest obecnie rewolucjonizowana przez nowe technologie. Powstaje nowy rodzaj społeczeństwa, które Castells nazywa społeczeństwem sieci (network society). W społeczeństwie tym miejsce tradycyjnych hierarchii zajmuje płaska sieć dynamicznych powiązań o globalnym zasięgu. Współczesne społeczności i firmy przestają być związana z konkretnym miejscem - są coraz bardziej siecią powiązań. Podobnie kapitał, który w ułamku sekundy może przenosić się z miejsca w miejsce po całym świecie.
Czas przestaje być obiektywny a staje się indywidualny – zaawansowane technologie pozwalają jednocześnie pracować, robić zakupy i doświadczać rozrywki. Umożliwiają one też natychmiastowe przemieszczanie się na ogromne odległości. Są to co prawda odległości wirtualne ale, jakkolwiek by tego nie oceniać, ma to coraz mniejsze znaczenie.
Takie przedefiniowanie czasu i przestrzeni ma wielkie znaczenie dla fizycznej przestrzeni naszych miast. Według wielu badaczy, takich jak na przykład Alvin Toffler, internet niszcząc czas i przestrzeń wkrótce doprowadzi również do zagłady tradycyjne miasta. Póki co te przewidywania się nie sprawdzają, choć nie da się zaprzeczyć, iż wybór miejsca pracy lub zamieszkania staje się coraz bardziej swobodny przedefiniowując geografie regionów.
Ma to niebagatelny wpływ także na decyzje o lokalizacji przestrzeni biurowej. By jednak dokładniej określić skale tego wpływu należy przyjrzeć się zmianom w organizacji pracy, które wynikają z rewolucji informacyjnej..


Ekonomia – organizacja pracy (kwesta ograniczeń)
Kluczowe zjawisko, kształtujące charakter przedsiębiorstw ery korporacyjnej (przedinformacyjnej) to centralna organizacja - firmy zorganizowane były w bardzo sztywny i hierarchiczny sposób. Dążyły one przy tym do „wszechwładzy” - rozrastania się i wchłaniania kompetencji mniejszych jednostek świadczących im usługi.
Zmierzały do tego by móc samodzielnie wykonywać wszystkie swoje zadania w całej ich rozciągłości. Nic więc dziwnego, iż stopniowo stawały się one wielobranżowymi konglomeratami. Symptomatyczne jest tu też dążenie do absolutnej kontroli. Firmy chciały nadzorować każdy najmniejszy aspekt swojej działalności – od strategicznych decyzji po przysłowiową śrubkę.
Na polu architektury taki centralnie zarządzany model przekładał się na obecność szeregu placówek, które odpowiadały poszczególnym stopniom hierarchii. Najwyższemu stopniowi odpowiadała ogromna centralna siedziba, zlokalizowana w centrum miasta (City) lub w parku biurowym (office park) na przedmieściach. Ten drugi przypadek właściwy jest zwłaszcza dla największych i najpotężniejszych korporacji, których potrzeby powierzchniowe wykraczają poza pojemność jednego, nawet bardzo wysokiego, budynku.
Hierarchiczny i nadzorujący sposób zarządzania przekładał się z kolei na szereg rozwiązań funkcjonalno-przestrzennych takich jak open-space czy rozbudowany system ochrony. Dla tak zdefiniowanych potrzeb wcześniej opisany typ wieżowca nadawał się doskonale.
Pierwszym dzwonkiem alarmowym dla korporacji był kryzys lat 70’ XX wieku. Pokazał on, iż rynek jest dużo bardziej kapryśny i nieprzewidywalny niż myślano. Wkrótce stało się już jasne, że korporacyjne organizmy o monstrualnych gabarytach i sztywnych kręgosłupach, nie przystają do coraz bardziej zmiennego rynku.
Okazało się iż wielkie firmy chcące przetrwać w świecie szybko zmieniającego się rynku, muszą zmienić swą strukturę i sposoby zarządzania. Tutaj z pomocą przyszły nowe technologie informatyczne, które w tym czasie zaczęły ujawniać swoje znaczne możliwość.
Nie wdając się w szczegóły należy zaznaczyć, iż proces transformacji nie odbył się szybko i bezproblemowo. Jednak do połowy lat 90' nowy informacyjny paradygmat, związany z narodzinami przedsiębiorstwa sieciowego, już się zakorzenił i zaczął rozwijać. Główny kierunek zmian wyznaczyło dążenie do elastyczności zarówno w dziedzinie produkcji jak i zarządzania oraz marketingu.
Z jednej strony wielkie firmy musiały odpowiedzieć gotowością do szybkiego reagowania na potrzeby rynku; z drugiej strony nowa szansa otworzyła się przed małymi przedsiębiorstwami, które ze swej natury znajdują się bliżej odbiorcy.
Formą organizacji, która wiąże ze sobą obydwa te zjawiska jest sieć firm. Logika sieci polega w tym przypadku na oparciu o nieduże jednostki organizacyjne, tworzące między sobą wzajemne powiązania. Jednostki te mogę być integralnymi częściami dużego przedsiębiorstwa albo też podnajmowanymi zewnętrznymi firmami (najczęściej w takiej sieć występują i jedne i drugie). Powiązania pomiędzy jednostkami nie są dane raz na zawsze, co oznacza, że mogą być tworzone i „usypiane” w miarę potrzeby. Tak zorganizowana firma reaguje na zmienne potrzeby rynku bez konieczności przeorganizowana całej struktury od góry do dołu. Wystarczy jej jedynie korekta powiązań w ramach sieci.
Organizacja sieciowa spłaszcza hierarchię gdyż jednostki składowe nie podlegają sobie wzajemnie a jedynie świadczą sobie usługi w zależności od potrzeb. Wszystkie te procesy mogły zaistnieć jedynie dzięki możliwościom informacyjnej technologii. Potężne mikrokomputery i internet umożliwiły efektywna pracę nawet bardzo małym jednostkom zadaniowym oraz błyskawiczną wzajemną wymianę informacji pomiędzy poszczególnymi węzłami sieci.
Procesem zdającym się przyczyniać do rozpraszania tradycyjnej organizacji budynku biurowego jest zmiana organizacji pracy na poziomie pojedynczego pracownika.
Pojedyncze miejsca pracy stopniowo wchłania kompetencje innych funkcjonalnych części biurowca (własna drukarka, własne archiwum na dysku twardym, uczestnictwo w telekonferencjach) stopniowo uniezależniając się od niego. (ilustracja własna)
Zyskujące ostatnio dużą popularność zjawisko chmury obliczeniowej (cloud computing) zwalnia takie firmy z konieczności posiadania rozbudowanego zaplecza sprzętowego. Fenomen ten polega na wynajmowaniu i użytkowaniu usług informatycznych dostarczonych zdalnie przez zewnętrzne organizacje. Można przypuszczać, iż proces ten doprowadzi wkrótce do szczytu wirtualizacji – przeniesienia całego oprogramowania (wraz z systemem operacyjnym) na serwer, a u użytkownika instalacji jedynie interfejsu komunikacji. Firma pozostająca w chmurze musi posiadać tylko sprzęt i infrastrukturę niezbędną do łączenia się z centrami serwerowymi, w których odbywają się faktyczne operacje przetwarzania danych. A te mogą być zlokalizowane nawet za granicą lub w kosmosie.
Możliwości przesyłu informacji pozwalają również ograniczyć potrzebę bezpośredniej komunikacji osób. W skrajnym wydaniu trendy te przyjmują postać telepracy – przypadku, w którym pracownicy są zupełnie rozproszeni.
Tak więc można zauważyć, że oprócz „rozszczepiających” trendów w strukturze przedsiębiorstw (odgórnych) zaobserwować można uniezależnienie pojedynczego biura od rozbudowanej centralnej infrastruktury (oddolne). Tendencje te zmierzają do przestrzennego rozproszenia pracy biurowej, a co za tym idzie architektury służącej to tego typu pracy.
Czynnikiem potencjalnie hamującym te trendy i przemawiającym za dużym biurowcem jest oszczędność wynikająca z efektu skupienia. Polega on na możliwości zastosowania pojedynczych jednostek zzapleczowych, takich jak: ochrona, recepcja, kuchnie, szatnie itd. dla dużej ilości pracowników co rozkłada ich koszt na znaczna ilość podmiotów.
Z drugiej jednak strony oszczędność ta jest pozorna jeżeli obiektem porównania będzie przestrzeń biurowa o bardzo małej skali, w której większość ze wspomnianych zapleczowych udogodnień w ogóle nie będzie potrzebna.
Jak pokazałem powyżej zmiany w gospodarce i organizacji pracy zniosły wiele ograniczeń które dotąd determinowały formę przestrzeni przeznaczonej do pracy. Oczywiście nie oznacza to natychmiastowej zmiany budynków biurowych – większość pracy nadal wykonywana będzie w „tradycyjnym”, znanym nam biurze, co najwyżej lekko zmodyfikowanym. Pozwala to jednak podjąć poszukiwania nowych możliwości ukształtowania biur.
Czy takie poszukiwania są celowe? Wydaje się, że tak - mając na uwadze kolejną warstwę zmian jakie niesie rewolucja informacyjna. Chodzi o wzrastające wymogi odnośnie komfortu pracy oraz o relacje człowieka z naturą, które mimo rosnącego zaawansowania technicznego stają się coraz bardziej niezbędne.


Warunki pracy i natura (kwestia potrzeb i pragnień)
Przy wzrastającym średnim czasie jaki codziennie spędzamy w pracy wzrost oczekiwań co do jego jakości wydaje się naturalny. Zarządzający procesami pracy również zainteresowani są podążaniem w tym kierunku. Spowodowane jest to udowodnioną relacją pomiędzy przyjaznym środowiskiem pracy a jej efektywnością (Neufert). Zależność ta staje się tym wyraźniejsza im bardziej kreatywny typ pracy rozpatrujemy. A jak wiadomo, w erze informacji rola pracy kreatywnej wzrasta kosztem odtwórczej pracy ogólnej, potencjalnie zastępowanej przez maszyny (Castells).
Do podstawowych i oczywistych instrumentów zapewniających należyty komfort należą: ergonomia, oświetlenie naturalne i sztuczne, akustyka, klimat, uczycie prywatności. Elementy te są dość łatwe do sparametryzowania, dlatego spełnienie określonych dotyczących ich wymogów stało się podstawa klasyfikacji biurowców do klas jakościowych w różnorakich systemach standardów (klasy jakości A-D, LEED, BREEM)
Standardy jakościowe w założeniu mają ułatwić tak proces projektowania, jak i wyboru biura przez najemcę. Operują one zarówno parametrami wielkościowymi (ilość jednostek oświetlenia, maksimum hałasu, krotność wymian powietrza wentylacyjnego etc.) jak i opisowymi (wykończenie posadzki, fasady etc.). Z pewnością przyczyniają się one do podwyższania ogólnej jakości i komfortu miejsca pracy, ale ich wpływ niestety nie jest jednoznacznie pozytywny. Pewnym problemem związanym z zastosowaniem standardów jest ujednolicenie przestrzeni biurowej. Architekci chcąc sprostać szczegółowo stawianym wymogom certyfikacji projektują przestrzenie powtarzalne, pozbawione jakiejkolwiek indywidualności. W rezultacie powstaje środowisko nudne i niestymulujące do kreatywnego myślenia.
Problem ten dotyczy nie tylko nowo-projektowanych obiektów ale też tych modernizowanych lub adaptowanych takich jak lofty czy kamienice. Potencjał indywidualności wynikający z ich historii bywa niwelowany przez dostosowanie do współczesnych wymogów certyfikacji. Póki co nie widać idealnego rozwiązania tej kwestii. Można jedynie przypuszczać, iż o ile duże firmy dla łatwości obsługi pozostaną przy uprzeciętnionych warunkach, to niektóre mniejsze jednostki (węzły sieci) będą poszukiwały środowisk wyjątkowych nawet kosztem rezygnacji z zapewnionych standardów.
Problem wyjątkowości przestrzeni pracy można rozpatrywać w szerszym kontekście. Od pewnego czasu obserwujemy wzrastającą świadomość równowagi życiowej. Oznacza to utożsamienie jakości życia z jakością „każdej przezywanej chwili”. Prowadzi do pełnego przeżywania pojedynczego momentu niezależnie od wykonywanej czynności. Łatwiej wyobrazić sobie taką filozofię w przypadku odpoczynku, jedzenia (slow food) etc. ale jest to możliwe także i w pracy (Alexander). Ale taka praca wymaga właściwego otoczenia – stymulującego i zrównoważonego.
Istotnym elementem silnie wpływającym na komfort pracy jest kontakt z natura. Zmiany zachodzące na tym polu są jednak na tyle specyficzne, że zasługują na odrębne omówienie.
W dziedzinie architektury i budowy miast szeroko zakrojony zwrot ku naturze obserwujemy od początku XX wieku i od tamtej pory stale podążamy w jej kierunku.
Dzisiejsze modele urbanistyczne miksują wszystkie elementy miejskiego programu z terenami zielonymi, tak by stworzyć przyjazne środowisko życia dla współczesnego człowieka. Niezmiernie ważnym składnikiem, obok mieszkań jest tu przestrzeń do pracy. Mieszkaniec miasta XXI wieku, mimo całego zaawansowania technologicznego potrzebuje także w pracy kontaktu z przyrodą.
Kontakt ten może przybrać kształt klasycznego obcowania z zielenią na przykład ogrodu na dachu, wewnętrznego dziedzińca, oranżerii. Pewne współczesne strategie projektowe zakładają jednak głębsze integrację natury ze środowiskiem pracy. W takich projektach granica pomiędzy biurem a przyrodą niemal się zaciera – roślinność wdziera się pomiędzy przestrzenie pracowników tworząc architekturę bardziej przypominającą krajobraz niż budynek. Sama struktura przestrzeni także wspomaga to wrażanie. Jest ona płynna, analogowa, tworząca zaułki i otwarcia, podlega opisowi nie poprzez nazwy pomieszczeń lecz za pomocą takich pojęć jak: wyżej/niżej; jaśniej/ciemniej, etc – a dzięki właściwościom przywołuje konkretne sposoby użytkowania.
Rozważywszy jak zmiany procesów pracy zniosły wiele ograniczeń krepujących dotąd przestrzeń biurową oraz jak nowa świadomość „ekologiczna” kształtuje wyobrażenia dotyczące współczesnego miejsca pracy, pozostaje zastanowić się nad ostatnim elementem wpływającym na formę architektury biurowej XXI wieku. Chodzi o reprezentacyjność – cechę która była jedną z głównych przyczyn sukcesu typu wieżowca ery korporacyjnej. Jednak także i wobec tej dziedziny zmieniły się wymagania.


Tożsamość (kwestia wyrazu i odpowiedniości)
Współczesne firmy potrzebują przemawiać do masowego odbiorcy, tak samo jak firmy sprzed pół wieku. Wgłębiając się w istotę ery informacji, skupionej na produkowaniu i rozpowszechnianiu obrazów, łatwo zauważyć, że te dzisiejsze potrzebują tego w zasadzie dużo bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. I o ile sens ich przekazu pozostaje ten sam („kup u mnie!”) to zasadniczo zmieniły się styl i środki.
Niezmiennym i podstawowym przekazem marketingowym wszystkich liczących się przedsiębiorstw pozostaje nowoczesność. Przekonanie klientów i partnerów biznesowych, że nadąża się za zmieniającym się światem warunkuje przetrwanie na obecnym rynku. Sama w sobie nowoczesność może być rozumiana bardzo różnie w zależności od miejsca i czasu, w którym spróbujemy ja uchwycić. Nie ma możliwości jej jednoznacznego i obiektywnego zdefiniowania. W dzisiejszym zglobalizowanym świecie z pewnością rozumiana jest inaczej niż 40 lat temu w epoce korporacyjnej. Nowocześnie to już niekoniecznie: dużo, szybko i olśniewająco a raczej inteligentnie.
Kluczem współczesnego rynku jest elastyczność. Umiejętność dostosowania swojej oferty do wymogów indywidualnego klienta. I nawet jeśli ilość klientów liczona jest w milionach to przekaz musi być kierowany do pojedynczego człowieka. Personalizacja, bezpośredniość, otwartość – to cechy, które należy eksponować. Ludzie nie ufają hermetycznym ekspertom mówiącym do nich obiektywnym językiem parametrów. Wolą bezpośrednie proste słowa: „o to jest produkt którego potrzebowałeś – jest tu i teraz; zrobiony i dostępny specjalnie dla ciebie”.
By skutecznie zachęć klienta do skorzystania ze swoich usług współczesna firma nie może jednak poprzestać na poklepywaniu go po plecach. Musi także spowodować by zidentyfikował się z nią. W tym celu przedsiębiorstwa prezentują zestaw ogólnych wartości, które pozwolą odbiorcą zidentyfikować się z nimi.
Są to cechy takie jak kulturowa otwartość czy „zmiłowanie demokracji” ale także osadzenie w lokalnym środowisku i przywiązanie do tradycji. Niewątpliwie jednak najbardziej nośnym dziś przekazem jest ten mówiący o trosce o środowisko naturalne.
Całość opisanego wyżej przekazu, by była skuteczna, musi być przekazywana wielotorowo. Nie bez znaczenia jest tu identyfikacja firmy, do której należy również architektura.
Jaka powinna być architektura, by właściwie przekazywać idee bliskie współczesnej firmie: elastyczność, otwartość, ekologię etc.? Odpowiedzi postaram się udzielić pod koniec tego tekstu


Podsumowania i budowa biurowca rozproszonego
Opisawszy wpływające na przestrzenie pracy zmiany we współczesnym świecie spróbuję podsumować je i przełożyć na język architektury.
Ilość wniosków wynikająca z powyższych rozważań jest znaczna. Trudno więc wyznaczyć jednolitą wizje biura ery informacji. Ale wobec opisywanej na początku pracy celowości poszukiwań typologicznych warto spróbować te postulaty zsyntetyzować. Dlatego na koniec przedstawię pewne propozycję dotyczące typologii biurowca rozproszonego. Od razu uprzedzam, iż jest to propozycja robocza – podatna na krytykę, a wręcz o nią wołająca. Pomyślana została jako punkt wyjścia – konkret do którego łatwiej się odnieść niż do abstrakcyjnych wniosków.
Propozycja ta dotyczy typu biurowca rozproszonego i jest skutkiem procesu składającego się z szeregu kroków. Zdaje sobie sprawę, iż na każdym etapie możliwe były inne rozwiązania. Każdy krok mógł pokierować w innym kierunku. Zdecydowałem się jednak tak poprowadzić ten proces by stworzyć spójny i wyrazisty typ.
Punktem wyjścia dla poszukiwań nowego budynku biurowego ery informacji jest tradycyjny biurowiec (niekoniecznie w formie wieży ale o dużych gabarytach).
Opisane trendy niosą zmianę struktury firm. Popularność zyskują sieci firm, powstałe na skutek rozproszenia tradycyjnej hierarchii, w ramach których operują jednostki o różnych wielkościach. Przestrzenie dla takiej pracy muszą przejść podobny proces. Duże budynki biurowe muszą się „rozproszyć” na szereg mniejszych, przy czym dotyczy to przede wszystkim struktury funkcjonalnej a nie samych gabarytów budowli.
Efektem tego rozproszenia będą obiekty o różnej wielkości odpowiadające poszczególnym jednostkom firmy sieciowej. Podział samej przestrzeni biurowej wyobrazić sobie można łatwiej. Jak jednak ma wyglądać „rozproszenie” części dodatkowych biurowca: serwerowni, ochrony, części reprezentacyjnej, sal socjalnych i jadalnych. Otóż skutkiem takiego procesu jest zanik większości z tych funkcji – części z nich przenosi się do przestrzeni wirtualnej, inne rozpływają się i ulegają wchłonięciu przez wielofunkcyjna przestrzeń biurowa.
Przestrzeń biurowa staje się bowiem coraz bardziej wielofunkcyjna. Pojedyncze biuro uzyskuje samowystarczalność. Dlatego biurowiec rozproszony XXI wieku posiada bogatą i zróżnicowaną przestrzeń do pracy będąca w stanie dostosować się do różnych sytuacji. Stanowi to wytyczną dla kształtowania wnętrza takiego budynku – jest on zaprojektowany na podobieństwo krajobrazu – posiada przestrzenie o różnych gabarytach i właściwościach ale o niedoprecyzowanych funkcjach, tak by mogły być wykorzystywane na różne sposoby.
Nie posiada liniowej logiki: od wejścia poprzez hol do coraz bardziej zamkniętych pomieszczeń. Zamiast tego stosuje przestrzenna logikę sieci: zestaw powiązań, wiele punktów dostępu dynamicznie sterowanych przez system inteligentnego zarządzania budynkiem.
Dopełnieniem takiego potraktowania przestrzeni powinna być, namacalna wręcz, bliskość natury – poprzez przenikanie się budynku z przyrodą, „perforacje zielenią”.
Oprócz tego konieczne jest zachowanie wysokich standardów jakościowych dotyczących komfortu pracy. Ważne jednak by środowisko pracy było inspirujące - wyjątkowe i posiadające swój indywidualny charakter. Może on wynikać z rozwiązań przestrzennych (powyżej) ale tez i z wyzyskania lokalizacji.
Biorąc pod uwagę coraz większe możliwości komunikacji zdalnej zlokalizowanie biur może być swobodniejsze niż dotychczas. Zwłaszcza te mniejsze „odłamki” biurowca rozproszonego mogę umiejscawiać się w rozmaitych niszach – działkach trudnych do zagospodarowania przez inne funkcje (na przykład za głośnych na mieszkania) a dotychczas odrzucanych ze względu na za małe, „nieekonomiczne” gabaryty. Daje to możliwości lokalizacji biurowca rozproszonego także na terenach wielofunkcyjnych, na których brakowało miejsca na tradycyjny biurowiec.
Takie umiejscowienie jest odpowiednie biorąc pod uwagę przekaz jaki firmy XXI wieku chcą kierować do swoich klientów. Biuro musi być dostępne, otwarte niezobowiązujące – i właśnie taki jest biurowiec rozproszony. Jego architektura mówi o technologicznym zaawansowaniu w sposób dyskretny, jest elegancka, prosta i ekologiczna. Używa naturalnych materiałów zastawiając je z „inteligentnymi systemami sterowania”. Szanuje swój kontekst urbanistyczny i historyczny. W obrębie sformowanych powyżej cech ogólnych wyraźnie zaznacza swoja indywidualność.
Tak sformułowany typ nosi znamiona „wizji” - jego powstanie wynika jednak z wieloaspektowej analizy zmian procesów pracy we współczesnym świecie. Albowiem by tworzyć dziś właściwa architekturę naszych czasów potrzeba nam nie tyle wizjonerstwa, co wnikliwej obserwacji i umiejętnej interpretacji.



BIBLIOGRAFIA
  • Christopher Alexander, A Pattern Language, Oxford University Press, New York, 1977
  • Manuel Castells, Społeczeństwo sieci, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008
  • Manuel Castells, Siła tożsamości, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008
  • Manuel Castells, Koniec tysiąclecia, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009
  • Richard Florida, The Rise of the Creative Class. And How It's Transforming Work, Leisure and Everyday Life, Basic Books. 2002
  • Aldo Rossi, L'Architettura della citta', Clup 1996
  • Rem Koolhaas, Delirious New York
  • Kazimierz Krzysztofek Tendencje zmian w przestrzeni późnonowoczesnego miasta (w:) A. Majer, B. Jałowiecki, M.S. Szczepański), Przemiany miasta. Wokół socjologii Aleksandra Wallisa, wyd. Scholar, Warszawa 2005
  • Antonio Monestiroli, Tryglif i metopa
  • Neufert, Podręcznik projektowania architektonicznego
  • Antonino Saggio, The IT revolution in Architecture – thoughts on the Paradigm Shift, Lulu.com, New York 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz