/artykuł napisany na Konferencję Młodych Badaczy "W poszukiwaniu miasta Idealnego. Miejsce pracy w przestrzeni wielofunkcyjnej". 2011/
Wstęp
O ile tytuł tekstu wydaje się
wskazywać na pewne rozwiązanie, to najistotniejsze zobowiązanie
kryje się w podtytule. Chodzi o chęć poszukiwania.
Poszukiwanie to będzie skierowane w tym przypadku na nowe typy
przestrzeni do pracy, jakie staja się możliwe dzięki zachodzącej
na naszych oczach rewolucji informacyjnej (Castells 2008a). Zanim
jednak opiszę charakter zmian, które wyznaczą trop wspomnianych
poszukiwań, wytłumaczę co rozumiem poprzez typy (typologie)
budynków i dlaczego należy je definiować.
Typ budynku to zestaw ogólnych
dyspozycji przestrzennych i wzajemnych relacji pomiędzy częściami
budowli pozwalający wyodrębnić go z ogółu wszystkich budowli.
Problematyka typologi w architekturze
była bardzo żywa w XIX wieku, kiedy to posługiwano się nią nie
tylko w badaniach historycznych ale również stosowano jako
narzędzie projektowe. Problem ten sprowadzano jednak często jedynie
do kopiowania historycznych wzorców. Doprowadziło do do
kompromitacji metody typologicznej i rozpowszechnienia się poglądu,
iż jest ona przeszkodą w postępie wiedzy w dziedzinie
architektury,
Ma ona jednak swoich zwolenników wśród
architektów uznających ciągłość doświadczenia
architektonicznego, spośród których należy wymienić przede
wszystkim Aldo Rossiego (Rossi) i jego następców – przede
wszystkim Antonio Monestiroliego. Ten architekt i teoretyk rozumie
problematykę typu znacznie głębiej. Twierdzi on, iż określenie
typu powinno być pojmowane jako dążenie do ogólności i
powtarzalności cech determinujących. Oznacza chęć ustalenia
stałych relacji pomiędzy częściami budynku tak, by zawarły w
sobie i odsłoniły pewne wartości trwające w czasie. (Monestiroli)
Odrzucenie takich rozważań prowadzi według Monestiroliego do
pojawienia się rozwiązań o indywidualnej specyfice i w
konsekwencji do nierozpoznawalności budowli. Skutkuje to
całkowitym niezrozumieniem współczesnej architektury ze strony
nieprofesjonalistów czyli społeczeństwa. Takiego właśnie
niezrozumienia doświadczamy obecnie – dlatego podjęcie wysiłków
w celu uczynienia architektury rozpoznawalną, w tym rozważań
typologicznych, jest rzeczą konieczną.
Wspomnianą analogię pomiędzy typami
budowli a istotą danych czasów widać wyraźnie również na polu
architektury budynków służących do pracy. Specyfika tej klasy
budynków polega jednak na ogromnej dynamice zmian jakie zachodzą w
samej funkcji, której muszą sprostać. Należy zdać sobie sprawę,
iż umysłowa praca na masowa skalę jest zjawiskiem względnie
nowym. Dlatego architekci, który w drugiej połowie XIX wieku
stanęli przed problemem projektowania budowli jej służących nie
posiadali silnych punktów odniesienia. Próby te doprowadziły do
wytworzenia szeregu typów, spośród których najbardziej
specyficznym i, wydaje się, najdoskonalszym jest wieżowiec (drapacz
chmur, wysokościowiec).
Narodziny biurowca
Powstanie i rozkwit tego typu budynku
ściśle związane jet z gwałtownym rozwojem miast amerykańskich na
przełomie XIX i XX wieku. Na parcelach budowlanych o ograniczonej
wielkości powstawały coraz wyższe budynki po to by sprostać
lawinowo rosnącemu zapotrzebowaniu na powierzchnie biurową.
Triumfalne pięcie się w górą stało
się możliwe dzięki wynalezieniu bezpiecznej windy i szerokiemu
wykorzystaniu stali. Eksperymenty z tym materiałem podjęli przede
wszystkim architekci z tzw. Szkoły Chicagowskiej.
O ile motyw
powstania tej klasy obiektów był dość prozaiczny to nie tłumaczy
on w pełni jej sukcesu. Wieżowce bowiem, poza optymalnym
współczynnikiem intensywności zabudowy na parceli, niosły też ze
sobą pewien przekaz. Przekaz ten wynikał z ich charakterystycznej
formy mówiącej o wspaniałości, ambicji, nowoczesności ale też
i fantazji inwestora. Wieżowiec stał się niemal architektonicznym
odpowiednikiem mitu od pucybuta do milionera. W istocie budynki te
były często skutkiem szalonych marzeń i brawurowych interesów
amerykańskich wizjonerów biznesu, co opisał Rem Koolhaas w
klasycznym już manifeście Delirious
New York.
Podejście to
znalazło swoje odzwierciedlenie w architekturze. Zewnętrzny wygląd
wieżowców był mieszaniną historycznych zapożyczeń,
inżynierskiej ekspresji i luźnych skojarzeń. W rezultacie
zbiorowisko takich budynków tworzyło wibrujący („delirious”),
ekspresyjny i ekscentryczny krajobraz, który jednakże nie miał
wiele wspólnego z europejskim pojęciem miasta.
Sformułowanie typu
Wysokościowce stały się zapowiedzią
„nowych czasów”. Nic więc dziwnego, iż zainteresowali się
nimi także architekci związani z Ruchem Nowoczesnym, a zwłaszcza
Ludwig Mies van der Rohe. Z jednej strony fascynowały go swym
technicznym zaawansowanie z drugiej zaś drażniły architektonicznym
przegadaniem i zdobnością. Wyraźnie widział on dysonans pomiędzy
nowoczesna treścią i historyzującą formą tych budowli. Uważał
on, że powinna zaistnieć tu analogia i całym sercem poświecił
się pracy nad jej wypracowaniem (od roku 1937 przeprowadził się na
stałe z hitlerowskich Niemiec do Stanów Zjednoczonych Ameryki).
Mies rozumiał zmiany zachodzące we współczesnym mu świecie i
uznawał konieczność stworzenia „nowych form”, które by im
odpowiadały (Monestiroli)
Jednocześnie proces poszukiwania
właściwej form współczesnego budynku biurowego skierowany był
silnie na zdefiniowanie ogólnego typu. Kolejne projektowane
przez Miesa biurowce ewoluują, stają się coraz doskonalsze w
swojej minimalnej prostocie i zbliżają się do tego co miało być
„współczesnym budynkiem biurowym”. Patrząc na dorobek Miesa i
jego uczniów dziwimy się jak podobne do siebie są obiekty
reprezentujące jedną funkcję (biurowe, mieszkalne, społeczne).
Takie właśnie było zamierzenie – wytworzenie spójnego
współczesnego języka architektury. Na polu przestrzeni biurowych
właściwą odpowiedzią był wieżowiec ze szkła i stali.
Zamierzenia Miesa w dużej mierze się
powiodły – być może tak jak już nigdy później –
szklano-stalowy prostopadłościan stał się symbolem miejsca pracy
(i pracy w ogóle) XX wieku. Co ciekawe, typ ten, jako jeden z
nielicznych wytworów współczesnej architektury, został przyjęty,
zrozumiany i zaakceptowany przez większość społeczeństwa. Takie
zrozumienie należy uznać za sukces, który świadczy o słuszności
podjęcia pracy nad wypracowaniem czytelnych typologii.
Nie w pełni jednak udało się
zrealizować wizję modernistów – patrząc na dzisiejsze drapacze
chmur widzimy rewię fantazyjnych kształtów zapożyczonych ze
świata designu, przyrody czy matematyki. Czy ich pojawianie się
świadczy o niewystarczalności geometrycznych form stylu
międzynarodowego?
I tak, i nie. Formy te były kompletne
i doskonale oddawały istotę masowości, powtarzalności i
linearnej logiki ery gospodarki korporacyjnej. Problem w tym, że era
ta odchodzi w przeszłość zastępowaną przez tak zwaną erę
informacji (Castells). Istota tej nowej ery jest inna –
zmienia się logika, która nią kieruje a wraz z nią muszą się
zmienić formy, które ją wyrażają.
Dziwić może jedynie ograniczanie tych
eksperymentów głównie do kwestii zewnętrznej formy. Przecież
zmiany jakie nastąpiły we współczesnym świecie mają moc daleko
większą aniżeli tylko wytwarzania nowych trójwymiarowych brył.
Przeorganizowują one cały proces pracy, a co za tym idzie mogą
wytworzyć nowe typologie budynków.
Zmiany we współczesnym świecie
Wspomniane zmiany we współczesnym
świecie, widoczne są niemal w każdej dziedzinie życia.
Mają one podłoże przede wszystkim technologiczne ale ich
skutki wykraczają daleko poza tę sferę.
Nazywa się je obecnie często:
„rewolucja informacyjna” i poddaje wnikliwej analizie. Jedno z
najlepiej znanych i najbardziej kompletnych opracowań opisujących
tę problematykę stanowi monumentalna trylogia Manuela Castellsa
Wiek informacji: ekonomia,
społeczeństwo i kultura.
Na
potrzeby tego tekstu, w olbrzymim skrócie, przywołam
tu te dziedziny, które mogą potencjalnie najbardziej wpłynąć na
kształt przestrzeni pracy w najbliższej przyszłości. Są to:
przeorganizowanie gospodarki i organizacji pracy; wzrost wymagań co
do stylu i komfortu pracy; zmiana przekazu jaki przedsiębiorstwa
kierują wobec swoich klientów. Na początku należy jednak
pochylić się nad przeobrażeniami czasu i przestrzeni – stanowią
one bowiem kontekst wszystkich zmian w erze informacji. Podstawowa
zmiana dotyczy przejście od czasoprzestrzeni obiektywnej do
czasoprzestrzeni informacyjnej.
Czasoprzestrzeń informacyjna
Logika
oparta na obiektywnym czasie i przestrzeni jest obecnie
rewolucjonizowana przez nowe technologie. Powstaje nowy rodzaj
społeczeństwa, które Castells nazywa społeczeństwem
sieci
(network
society).
W społeczeństwie tym miejsce tradycyjnych hierarchii zajmuje płaska
sieć dynamicznych powiązań o globalnym zasięgu. Współczesne
społeczności i firmy przestają być związana z konkretnym
miejscem - są coraz bardziej siecią powiązań. Podobnie kapitał,
który w ułamku sekundy może przenosić się z miejsca w miejsce po
całym świecie.
Czas
przestaje być obiektywny a staje się indywidualny – zaawansowane
technologie pozwalają jednocześnie pracować, robić zakupy i
doświadczać rozrywki. Umożliwiają one też natychmiastowe
przemieszczanie się na ogromne odległości. Są to co prawda
odległości wirtualne ale, jakkolwiek by tego nie oceniać, ma to
coraz mniejsze znaczenie.
Takie
przedefiniowanie czasu i przestrzeni ma wielkie znaczenie dla
fizycznej przestrzeni naszych miast. Według wielu badaczy, takich
jak na przykład Alvin Toffler, internet niszcząc czas i przestrzeń
wkrótce doprowadzi również do zagłady tradycyjne miasta. Póki co
te przewidywania się nie sprawdzają, choć nie da się zaprzeczyć,
iż wybór miejsca pracy lub zamieszkania staje się coraz bardziej
swobodny przedefiniowując geografie regionów.
Ma to niebagatelny
wpływ także na decyzje o lokalizacji przestrzeni biurowej. By
jednak dokładniej określić skale tego wpływu należy przyjrzeć
się zmianom w organizacji pracy, które wynikają z rewolucji
informacyjnej..
Ekonomia – organizacja pracy (kwesta ograniczeń)
Kluczowe
zjawisko, kształtujące charakter przedsiębiorstw ery korporacyjnej
(przedinformacyjnej) to centralna
organizacja -
firmy zorganizowane były w bardzo sztywny i hierarchiczny sposób.
Dążyły one przy tym do „wszechwładzy” - rozrastania się i
wchłaniania kompetencji mniejszych jednostek świadczących im
usługi.
Zmierzały
do tego by móc samodzielnie wykonywać wszystkie swoje zadania w
całej ich rozciągłości. Nic więc dziwnego, iż stopniowo stawały
się one wielobranżowymi konglomeratami. Symptomatyczne jest tu też
dążenie do absolutnej kontroli.
Firmy chciały nadzorować każdy najmniejszy aspekt swojej
działalności – od strategicznych decyzji po przysłowiową
śrubkę.
Na
polu architektury taki centralnie zarządzany model przekładał się
na obecność szeregu placówek, które odpowiadały poszczególnym
stopniom hierarchii. Najwyższemu stopniowi odpowiadała ogromna
centralna siedziba, zlokalizowana w centrum miasta (City)
lub w parku biurowym (office
park)
na przedmieściach. Ten drugi przypadek właściwy jest zwłaszcza
dla największych i najpotężniejszych korporacji, których potrzeby
powierzchniowe wykraczają poza pojemność jednego, nawet bardzo
wysokiego, budynku.
Hierarchiczny
i nadzorujący sposób zarządzania przekładał się z kolei na
szereg rozwiązań funkcjonalno-przestrzennych takich jak open-space
czy rozbudowany system ochrony. Dla tak zdefiniowanych potrzeb
wcześniej opisany typ wieżowca nadawał się doskonale.
Pierwszym
dzwonkiem alarmowym dla korporacji był kryzys lat 70’ XX wieku.
Pokazał on, iż rynek jest dużo bardziej kapryśny i
nieprzewidywalny niż myślano. Wkrótce stało się już jasne, że
korporacyjne organizmy o monstrualnych gabarytach i sztywnych
kręgosłupach, nie przystają do coraz bardziej zmiennego rynku.
Okazało
się iż wielkie firmy chcące przetrwać w świecie szybko
zmieniającego się rynku, muszą zmienić swą strukturę i sposoby
zarządzania. Tutaj z pomocą przyszły nowe technologie
informatyczne, które w tym czasie zaczęły ujawniać swoje znaczne
możliwość.
Nie
wdając się w szczegóły należy zaznaczyć, iż proces
transformacji nie odbył się szybko i bezproblemowo. Jednak do
połowy lat 90' nowy informacyjny paradygmat, związany z narodzinami
przedsiębiorstwa sieciowego, już się zakorzenił i zaczął
rozwijać. Główny kierunek zmian wyznaczyło dążenie do
elastyczności
zarówno w dziedzinie produkcji jak i zarządzania oraz marketingu.
Z
jednej strony wielkie firmy musiały odpowiedzieć gotowością do
szybkiego reagowania na potrzeby rynku; z drugiej strony nowa szansa
otworzyła się przed małymi przedsiębiorstwami, które ze swej
natury znajdują się bliżej odbiorcy.
Formą
organizacji, która wiąże ze sobą obydwa te zjawiska jest sieć
firm.
Logika sieci polega w tym przypadku na oparciu o nieduże jednostki
organizacyjne, tworzące między sobą wzajemne powiązania.
Jednostki te mogę być integralnymi częściami dużego
przedsiębiorstwa albo też podnajmowanymi zewnętrznymi firmami
(najczęściej w takiej sieć występują i jedne i drugie).
Powiązania pomiędzy jednostkami nie są dane raz na zawsze, co
oznacza, że mogą być tworzone i „usypiane” w miarę potrzeby.
Tak zorganizowana firma reaguje na zmienne potrzeby rynku bez
konieczności przeorganizowana całej struktury od góry do dołu.
Wystarczy jej jedynie korekta powiązań w ramach sieci.
Organizacja
sieciowa spłaszcza hierarchię gdyż jednostki składowe nie
podlegają sobie wzajemnie a jedynie świadczą sobie usługi w
zależności od potrzeb. Wszystkie te procesy mogły zaistnieć
jedynie dzięki możliwościom informacyjnej technologii. Potężne
mikrokomputery i internet umożliwiły efektywna pracę nawet bardzo
małym jednostkom zadaniowym oraz błyskawiczną wzajemną wymianę
informacji pomiędzy poszczególnymi węzłami
sieci.
Procesem zdającym
się przyczyniać do rozpraszania tradycyjnej organizacji budynku
biurowego jest zmiana organizacji pracy na poziomie pojedynczego
pracownika.
Pojedyncze
miejsca pracy stopniowo wchłania kompetencje innych funkcjonalnych
części biurowca (własna drukarka, własne archiwum na dysku
twardym, uczestnictwo w telekonferencjach) stopniowo uniezależniając
się od niego. (ilustracja własna)
Zyskujące
ostatnio dużą popularność zjawisko chmury
obliczeniowej
(cloud
computing)
zwalnia takie firmy z konieczności posiadania rozbudowanego zaplecza
sprzętowego. Fenomen ten polega na wynajmowaniu i użytkowaniu usług
informatycznych dostarczonych zdalnie przez zewnętrzne organizacje.
Można przypuszczać, iż proces ten doprowadzi wkrótce do szczytu
wirtualizacji – przeniesienia całego oprogramowania (wraz z
systemem operacyjnym) na serwer, a u użytkownika instalacji jedynie
interfejsu komunikacji. Firma pozostająca w chmurze musi posiadać
tylko sprzęt i infrastrukturę niezbędną do łączenia się z
centrami serwerowymi, w których odbywają się faktyczne operacje
przetwarzania danych. A te mogą być zlokalizowane nawet za granicą
lub w kosmosie.
Możliwości
przesyłu informacji pozwalają również ograniczyć potrzebę
bezpośredniej komunikacji osób. W skrajnym wydaniu trendy te
przyjmują postać telepracy – przypadku, w którym pracownicy są
zupełnie rozproszeni.
Tak więc można zauważyć, że oprócz
„rozszczepiających” trendów w strukturze przedsiębiorstw
(odgórnych) zaobserwować można uniezależnienie pojedynczego biura
od rozbudowanej centralnej infrastruktury (oddolne). Tendencje te
zmierzają do przestrzennego rozproszenia
pracy
biurowej, a co za tym idzie architektury służącej to tego typu
pracy.
Czynnikiem
potencjalnie hamującym te trendy i przemawiającym za dużym
biurowcem jest oszczędność wynikająca z efektu skupienia. Polega
on na możliwości zastosowania pojedynczych jednostek zzapleczowych,
takich jak: ochrona, recepcja, kuchnie, szatnie itd. dla dużej
ilości pracowników co rozkłada ich koszt na znaczna ilość
podmiotów.
Z
drugiej jednak strony oszczędność ta jest pozorna jeżeli obiektem
porównania będzie przestrzeń biurowa o bardzo małej skali, w
której większość ze wspomnianych zapleczowych udogodnień w ogóle
nie będzie potrzebna.
Jak
pokazałem powyżej zmiany w gospodarce i organizacji pracy zniosły
wiele ograniczeń które dotąd determinowały formę przestrzeni
przeznaczonej do pracy. Oczywiście nie oznacza to natychmiastowej
zmiany budynków biurowych – większość pracy nadal wykonywana
będzie w „tradycyjnym”, znanym nam biurze, co najwyżej lekko
zmodyfikowanym. Pozwala to jednak podjąć poszukiwania nowych
możliwości ukształtowania biur.
Czy takie poszukiwania są celowe?
Wydaje się, że tak - mając na uwadze kolejną warstwę zmian jakie
niesie rewolucja informacyjna. Chodzi o wzrastające wymogi odnośnie
komfortu pracy oraz o relacje człowieka z naturą, które mimo
rosnącego zaawansowania technicznego stają się coraz bardziej
niezbędne.
Warunki pracy i natura (kwestia potrzeb i pragnień)
Przy
wzrastającym średnim czasie jaki codziennie spędzamy w pracy
wzrost oczekiwań
co do jego jakości wydaje się naturalny. Zarządzający procesami
pracy również zainteresowani są podążaniem w tym kierunku.
Spowodowane jest to udowodnioną relacją pomiędzy przyjaznym
środowiskiem pracy a jej efektywnością (Neufert). Zależność ta
staje się tym wyraźniejsza im bardziej kreatywny typ pracy
rozpatrujemy. A jak wiadomo, w erze informacji rola pracy kreatywnej
wzrasta kosztem odtwórczej pracy ogólnej, potencjalnie zastępowanej
przez maszyny (Castells).
Do
podstawowych i oczywistych instrumentów zapewniających należyty
komfort należą: ergonomia,
oświetlenie naturalne i sztuczne, akustyka, klimat, uczycie
prywatności. Elementy te są dość łatwe do sparametryzowania,
dlatego spełnienie określonych dotyczących ich wymogów stało się
podstawa klasyfikacji biurowców do klas jakościowych w różnorakich
systemach standardów (klasy jakości A-D, LEED, BREEM)
Standardy
jakościowe w założeniu mają ułatwić tak proces projektowania,
jak i wyboru biura przez najemcę. Operują one zarówno parametrami
wielkościowymi (ilość jednostek oświetlenia, maksimum hałasu,
krotność wymian powietrza wentylacyjnego etc.) jak i opisowymi
(wykończenie posadzki, fasady etc.). Z pewnością przyczyniają się
one do podwyższania ogólnej jakości i komfortu miejsca pracy, ale
ich wpływ niestety nie jest jednoznacznie pozytywny. Pewnym
problemem związanym z zastosowaniem standardów jest ujednolicenie
przestrzeni biurowej. Architekci chcąc sprostać szczegółowo
stawianym wymogom certyfikacji projektują przestrzenie powtarzalne,
pozbawione jakiejkolwiek indywidualności. W rezultacie powstaje
środowisko nudne i niestymulujące do kreatywnego myślenia.
Problem
ten dotyczy nie tylko nowo-projektowanych obiektów ale też tych
modernizowanych lub adaptowanych takich jak lofty czy kamienice.
Potencjał indywidualności wynikający z ich historii bywa
niwelowany przez dostosowanie do współczesnych wymogów
certyfikacji. Póki co nie widać idealnego rozwiązania tej kwestii.
Można jedynie przypuszczać, iż o ile duże firmy dla łatwości
obsługi pozostaną przy uprzeciętnionych warunkach, to niektóre
mniejsze jednostki (węzły sieci) będą poszukiwały środowisk
wyjątkowych nawet kosztem rezygnacji z zapewnionych standardów.
Problem
wyjątkowości przestrzeni pracy można rozpatrywać w szerszym
kontekście. Od pewnego czasu obserwujemy wzrastającą świadomość
równowagi życiowej. Oznacza to utożsamienie jakości życia z
jakością „każdej przezywanej chwili”. Prowadzi do pełnego
przeżywania pojedynczego momentu niezależnie od wykonywanej
czynności. Łatwiej wyobrazić sobie taką filozofię w przypadku
odpoczynku, jedzenia (slow food) etc. ale jest to możliwe także i w
pracy (Alexander). Ale taka praca wymaga właściwego otoczenia –
stymulującego i zrównoważonego.
Istotnym elementem silnie wpływającym
na komfort pracy jest kontakt z natura. Zmiany zachodzące na tym
polu są jednak na tyle specyficzne, że zasługują na odrębne
omówienie.
W
dziedzinie architektury i budowy miast szeroko zakrojony zwrot ku
naturze obserwujemy od początku XX wieku i od tamtej pory stale
podążamy w jej kierunku.
Dzisiejsze
modele urbanistyczne miksują wszystkie elementy miejskiego programu
z terenami zielonymi, tak by stworzyć przyjazne środowisko życia
dla współczesnego człowieka. Niezmiernie ważnym składnikiem,
obok mieszkań jest tu przestrzeń do pracy. Mieszkaniec miasta XXI
wieku, mimo całego zaawansowania technologicznego potrzebuje także
w pracy kontaktu z przyrodą.
Kontakt
ten może przybrać kształt klasycznego obcowania z zielenią na
przykład ogrodu na dachu, wewnętrznego dziedzińca, oranżerii.
Pewne współczesne strategie projektowe zakładają jednak głębsze
integrację natury ze środowiskiem pracy. W takich projektach granica pomiędzy biurem a przyrodą niemal się zaciera –
roślinność wdziera się pomiędzy przestrzenie pracowników
tworząc architekturę bardziej przypominającą krajobraz niż
budynek. Sama struktura przestrzeni także wspomaga to wrażanie.
Jest ona płynna, analogowa, tworząca zaułki i otwarcia, podlega
opisowi nie poprzez nazwy pomieszczeń lecz za pomocą takich pojęć
jak: wyżej/niżej; jaśniej/ciemniej, etc – a dzięki
właściwościom przywołuje konkretne sposoby użytkowania.
Rozważywszy jak zmiany procesów pracy
zniosły wiele ograniczeń krepujących dotąd przestrzeń biurową
oraz jak nowa świadomość „ekologiczna” kształtuje wyobrażenia
dotyczące współczesnego miejsca pracy, pozostaje zastanowić się
nad ostatnim elementem wpływającym na formę architektury biurowej
XXI wieku. Chodzi o reprezentacyjność – cechę która była jedną
z głównych przyczyn sukcesu typu wieżowca ery korporacyjnej.
Jednak także i wobec tej dziedziny zmieniły się wymagania.
Tożsamość (kwestia wyrazu i odpowiedniości)
Współczesne firmy potrzebują
przemawiać do masowego odbiorcy, tak samo jak firmy sprzed pół
wieku. Wgłębiając się w istotę ery informacji, skupionej na
produkowaniu i rozpowszechnianiu obrazów, łatwo zauważyć, że te
dzisiejsze potrzebują tego w zasadzie dużo bardziej niż
kiedykolwiek wcześniej. I o ile sens ich przekazu pozostaje ten sam
(„kup u mnie!”) to zasadniczo zmieniły się styl i środki.
Niezmiennym i podstawowym przekazem
marketingowym wszystkich liczących się przedsiębiorstw pozostaje
nowoczesność. Przekonanie
klientów i partnerów biznesowych, że nadąża się za zmieniającym
się światem warunkuje przetrwanie na obecnym rynku. Sama w sobie
nowoczesność może
być rozumiana bardzo różnie w zależności od miejsca i czasu, w
którym spróbujemy ja uchwycić. Nie ma możliwości jej
jednoznacznego i obiektywnego zdefiniowania. W dzisiejszym
zglobalizowanym świecie z pewnością rozumiana jest inaczej niż 40
lat temu w epoce korporacyjnej. Nowocześnie to już niekoniecznie:
dużo, szybko i olśniewająco a raczej inteligentnie.
Kluczem współczesnego rynku jest
elastyczność. Umiejętność dostosowania swojej oferty do
wymogów indywidualnego klienta. I nawet jeśli ilość klientów
liczona jest w milionach to przekaz musi być kierowany do
pojedynczego człowieka. Personalizacja, bezpośredniość,
otwartość – to cechy, które należy eksponować. Ludzie
nie ufają hermetycznym ekspertom mówiącym do nich obiektywnym
językiem parametrów. Wolą bezpośrednie proste słowa: „o to
jest produkt którego potrzebowałeś – jest tu i teraz; zrobiony i
dostępny specjalnie dla ciebie”.
By
skutecznie zachęć klienta do skorzystania ze swoich usług
współczesna firma nie może jednak poprzestać na poklepywaniu go
po plecach. Musi także spowodować by zidentyfikował
się z nią. W tym celu przedsiębiorstwa prezentują zestaw ogólnych
wartości, które pozwolą odbiorcą zidentyfikować się z nimi.
Są to cechy takie jak kulturowa
otwartość czy „zmiłowanie demokracji” ale także osadzenie w
lokalnym środowisku i przywiązanie do tradycji. Niewątpliwie
jednak najbardziej nośnym dziś przekazem jest ten mówiący o
trosce o środowisko naturalne.
Całość opisanego wyżej przekazu, by
była skuteczna, musi być przekazywana wielotorowo. Nie bez
znaczenia jest tu identyfikacja firmy, do której należy również
architektura.
Jaka powinna być architektura, by
właściwie przekazywać idee bliskie współczesnej firmie:
elastyczność, otwartość, ekologię etc.? Odpowiedzi postaram się
udzielić pod koniec tego tekstu
Podsumowania i budowa biurowca rozproszonego
Opisawszy wpływające na przestrzenie
pracy zmiany we współczesnym świecie spróbuję podsumować je i
przełożyć na język architektury.
Ilość wniosków wynikająca z
powyższych rozważań jest znaczna. Trudno więc wyznaczyć
jednolitą wizje biura ery informacji. Ale wobec opisywanej na
początku pracy celowości poszukiwań typologicznych warto spróbować
te postulaty zsyntetyzować. Dlatego na koniec przedstawię pewne
propozycję dotyczące typologii biurowca rozproszonego. Od razu
uprzedzam, iż jest to propozycja robocza – podatna na krytykę, a
wręcz o nią wołająca. Pomyślana została jako punkt wyjścia –
konkret do którego łatwiej się odnieść niż do abstrakcyjnych
wniosków.
Propozycja ta dotyczy typu biurowca
rozproszonego i jest skutkiem procesu składającego się z szeregu
kroków. Zdaje sobie sprawę, iż na każdym etapie możliwe były
inne rozwiązania. Każdy krok mógł pokierować w innym kierunku.
Zdecydowałem się jednak tak poprowadzić ten proces by stworzyć
spójny i wyrazisty typ.
Punktem wyjścia dla poszukiwań nowego
budynku biurowego ery informacji jest tradycyjny biurowiec
(niekoniecznie w formie wieży ale o dużych gabarytach).
Opisane trendy niosą zmianę struktury
firm. Popularność zyskują sieci firm, powstałe na skutek
rozproszenia tradycyjnej hierarchii, w ramach których operują
jednostki o różnych wielkościach. Przestrzenie dla takiej pracy
muszą przejść podobny proces. Duże budynki biurowe muszą się
„rozproszyć” na szereg mniejszych, przy czym dotyczy to przede
wszystkim struktury funkcjonalnej a nie samych gabarytów budowli.
Efektem tego rozproszenia będą obiekty
o różnej wielkości odpowiadające poszczególnym jednostkom firmy
sieciowej. Podział samej przestrzeni biurowej wyobrazić sobie można
łatwiej. Jak jednak ma wyglądać „rozproszenie” części
dodatkowych biurowca: serwerowni, ochrony, części reprezentacyjnej,
sal socjalnych i jadalnych. Otóż skutkiem takiego procesu jest
zanik większości z tych funkcji – części z nich przenosi się
do przestrzeni wirtualnej, inne rozpływają się i ulegają
wchłonięciu przez wielofunkcyjna przestrzeń biurowa.
Przestrzeń biurowa staje się bowiem
coraz bardziej wielofunkcyjna. Pojedyncze biuro uzyskuje
samowystarczalność. Dlatego biurowiec rozproszony XXI wieku posiada
bogatą i zróżnicowaną przestrzeń do pracy będąca w stanie
dostosować się do różnych sytuacji. Stanowi to wytyczną dla
kształtowania wnętrza takiego budynku – jest on zaprojektowany na
podobieństwo krajobrazu – posiada przestrzenie o różnych
gabarytach i właściwościach ale o niedoprecyzowanych funkcjach,
tak by mogły być wykorzystywane na różne sposoby.
Nie posiada liniowej logiki: od wejścia
poprzez hol do coraz bardziej zamkniętych pomieszczeń. Zamiast tego
stosuje przestrzenna logikę sieci: zestaw powiązań, wiele punktów
dostępu dynamicznie sterowanych przez system inteligentnego
zarządzania budynkiem.
Dopełnieniem takiego potraktowania
przestrzeni powinna być, namacalna wręcz, bliskość natury –
poprzez przenikanie się budynku z przyrodą, „perforacje
zielenią”.
Oprócz tego konieczne jest zachowanie
wysokich standardów jakościowych dotyczących komfortu pracy. Ważne
jednak by środowisko pracy było inspirujące - wyjątkowe i
posiadające swój indywidualny charakter. Może on wynikać z
rozwiązań przestrzennych (powyżej) ale tez i z wyzyskania
lokalizacji.
Biorąc pod uwagę coraz większe
możliwości komunikacji zdalnej zlokalizowanie biur może być
swobodniejsze niż dotychczas. Zwłaszcza te mniejsze „odłamki”
biurowca rozproszonego mogę umiejscawiać się w rozmaitych niszach
– działkach trudnych do zagospodarowania przez inne funkcje (na
przykład za głośnych na mieszkania) a dotychczas odrzucanych ze
względu na za małe, „nieekonomiczne” gabaryty. Daje to
możliwości lokalizacji biurowca rozproszonego także na terenach
wielofunkcyjnych, na których brakowało miejsca na tradycyjny
biurowiec.
Takie umiejscowienie jest odpowiednie
biorąc pod uwagę przekaz jaki firmy XXI wieku chcą kierować do
swoich klientów. Biuro musi być dostępne, otwarte niezobowiązujące
– i właśnie taki jest biurowiec rozproszony. Jego architektura
mówi o technologicznym zaawansowaniu w sposób dyskretny, jest
elegancka, prosta i ekologiczna. Używa naturalnych materiałów
zastawiając je z „inteligentnymi systemami sterowania”. Szanuje
swój kontekst urbanistyczny i historyczny. W obrębie sformowanych
powyżej cech ogólnych wyraźnie zaznacza swoja indywidualność.
Tak
sformułowany typ nosi znamiona „wizji” - jego powstanie wynika
jednak z wieloaspektowej analizy zmian procesów pracy we
współczesnym świecie. Albowiem by tworzyć dziś właściwa
architekturę naszych czasów potrzeba
nam nie tyle wizjonerstwa, co wnikliwej obserwacji i umiejętnej
interpretacji.
BIBLIOGRAFIA
- Christopher Alexander, A Pattern Language, Oxford University Press, New York, 1977
- Manuel Castells, Społeczeństwo sieci, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008
- Manuel Castells, Siła tożsamości, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008
- Manuel Castells, Koniec tysiąclecia, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009
- Richard Florida, The Rise of the Creative Class. And How It's Transforming Work, Leisure and Everyday Life, Basic Books. 2002
- Aldo Rossi, L'Architettura della citta', Clup 1996
- Rem Koolhaas, Delirious New York
- Kazimierz Krzysztofek Tendencje zmian w przestrzeni późnonowoczesnego miasta (w:) A. Majer, B. Jałowiecki, M.S. Szczepański), Przemiany miasta. Wokół socjologii Aleksandra Wallisa, wyd. Scholar, Warszawa 2005
- Antonio Monestiroli, Tryglif i metopa
- Neufert, Podręcznik
projektowania architektonicznego
- Antonino Saggio, The IT revolution in Architecture – thoughts on the Paradigm Shift, Lulu.com, New York 2010
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz